Dwa wcielenia Justyny

Niedawno w moim studio zagościła Justyna. Do jej dwóch odrębnych wcieleń ustawiłem dwa różne setupy oświetleniowe.
Do pierwszego portretu – spokojne, miękkie światło pochodzące z dwóch softboxów umieszczonych bardzo blisko twarzy, tuż poza krawędziami kadru. Z lewej światło główne, po drugiej stronie delikatne rozjaśniające cienie. Takie naprawdę delikatne, bo raptem 1/64 mocy lampy – a wystarczyło w zupełności by miękko otulić Justynę z prawej strony. Światło spokojne, stonowane – tak jak modelka w tej stylizacji.

01Bizka1b85 mm, 1/250 @ f/2.2, ISO 100

 

Drugi portret – dynamiczniejsze kolory, stylizacja – to i takie światło. Z przodu znów softbox, ale tylko jeden. I do tego dwie mocne kontry z tyłu – mocne, skupione światło z lamp systemowych (max zoom), bez żadnych modyfikatorów.  I można działać :)

01Bizka2b85 mm, 1/250 @ f/1.8, ISO 100

Reklamy

Silverman

I kolejna sesja za mną, kolejna wspólna z legnickim teatrem AVATAR. Przy okazji tworzenia materiału na plakaty promujące Legnicę, taki portret popełniłem… Miłego weekendu Wam życzę!

165 mm, 1/250 @ f/2.8, ISO 100

Zimowo

No i w końcu pokazać mogę – zdjęcia, które powstały trzy tygodnie temu, ale przez okres świąteczny wciąż nabierały mocy urzędowej i cierpliwie czekały na dysku. Zdjęcia, które w zasadzie powstały po właściwej złoto-świąteczno-bombkowej sesji i nie będę ukrywał – improwizowane. Przyznam się szczerze – wyszły lepiej niż to co mi się poukładało w głowie wcześniej, dlatego też chętniej do nich zasiadałem w postprocesie. Tyle słowem wyjaśnień, co jak dlaczego tak a nie po kolei… (czy to ostatnie zdanie ma w ogóle jakiś sens?)

Sesja na pewno nie byłaby tak udana i owocna, gdyby nie pomoc Michała, który wpuścił mnie do swojego studia – za co podziękowania Michale. Za asystę i cierpliwe znoszenie moich uwag co do oświetlenia i jego korekt również. Zdjęcia nie były by pewnie też tak dobre, gdyby nie aktorskie umiejętności modelki, Olgi Pireckiej. Ba, nie tylko modelki ale i też świetnej wizażystki, z którą to, mam nadzieję, współpraca dopiero się zaczyna.

Słów technicznych kilka o oświetleniu. Od tyłu zaczynając – w narożnikach dwie lampy systemowe, których zadaniem było odcięcie modelki od tła, rozświetlenie krawędzi i włosów. Z przodu dwa softboxy. Większy na górze, z mocniejszym światłem, ustawiony centralnie – drugi podobnie, tyle że rozświetlający Olgę delikatnie od dołu, w celu zlikwidowania (nie całkiem!) cieni z softa górnego. W zasadzie światło jest mi posłuszne niemal od początku, tutaj jednak było trochę walki z tym dolnym softem, bo raz rozświetlał za mocno, potem znów za słabo, w końcu jednak udało się to wszystko ładnie zgrać.

Z technicznych parametrów. ISO 100, f4/5 (tak, bo nie chciałem zbyt płytkiej głębi),  czasy rzędu 1/250 a wszystko to Canonem 50d z podpiętą eL-ką 70-200 (tak, wiem, nie jestem normalny, bo studyjne zdjęcia robię teleobiektywem).

Tyle gderania, teraz już tylko obrazki. Do miłego !

Mohito!

Miało być świątecznie, ale zdjęcia wciąż nabierają mocy urzędowej…zarówno złote jak i zimowe portrety. W międzyczasie sesja miedziołaków (pierwszy raz fotografowałem modeli, hmm nie było tak strasznie ;) ), którą też mam zamiar pochwalić się Wam – w niedalekim czasie. A póki co, wspomniane mohitowo-fashionowe strzały, o których wykonanie poprosiła mnie Ewa – modelka i stylistka w jednym.

Aby jednak tradycji stało się za dość…świąteczny akcent !

Maks

Sfotografować dziecko nie jest łatwo. Kiedyś już o tym wspominałem, przedstawiając Wam Tosię. Niedawno zostałem poproszony o wykonanie pamiątkowych zdjęć małego Maksa. Dwulatek na spacerze – temat niełatwy ale jak najbardziej do ogarnięcia. Problemem jest tylko to, że żadnego z ujęć nie można w sumie zaplanować. Z modelką pracuje się „normalnie” czyli – mówisz jej, że ma stanąć tu, noga tak, ręka na biodro, światło, przysłona…. i foto jest. A teraz powtórz to z małym rozrabiaką, któremu ani w głowie stanie grzecznie w miejscu.  No właśnie… o ile jeszcze zdjęcia przy świetle zastanym można zrobić, z błyskaniem jest już gorzej. Softa na statywie nie postawisz, bo wiadomo – maluch przy nim nie ustoi… a jeśli już to się zaraz od światła odwróci. Dlatego o pomoc poprosiłem Kamila, który z softem za szkrabem biegał.  Początkowo nieufny Maks chował się przed aparatem i dopiero sterta liści, które mógł rozrzucić i przekopać, pozwoliła o naszej obecności zapomnieć i bawić się na całego. I o to chodziło…